RSS
niedziela, 18 lipca 2010

Przenieśliśmy się: http://lotniki.blogspot.com

Jakoś wygodniej mi się pisze na blogspocie ;)

19:22, loganior
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 lipca 2010
Upały

Cierpimy strasznie przez te upały, siedzimy ciągle w domu i szkoda mi psów strasznie, że muszą znosić takie temperatury i okropną nudę. Nie chodzimy na normalne spacery, bo mój palec ciągle jest do kitu. Męczymy się w domu i w ogrodzie, już wszystkich nas nosi...

Przyjaciele wyciągnęli mnie z Corvettą do stajni i na kolejne storczyki w tym roku, niestety tego gatunku, który chcieliśmy nie znaleźliśmy, ale natknęliśmy się na inne na pocieszenie ;) Corsa dzielnie nam towarzyszyła w lesie trzymając się cały czas blisko, nie musiałam na nią kompletnie zwracać uwagi i pilnować, czy czegoś nie broi. Ona po prostu jest brązowa i sama się pilnuje ;D Niestety Cor źle znosi podróże samochodem, mimo, iż dostała jedzenie o 9,30 a wyjechaliśmy samochodem ok. 14,30, w pewnym momencie zwymiotowała większość śniadania. Wycieczka była absolutnie spontaniczna, także niekarmienie jej rano było niemożliwe z racji tego, że kiedy zdecydowaliśmy, że jedziemy, mała była już dawno nakarmiona. Na początku jazdy było ok, ale leśne wyboiste drogi zrobiły swoje. To był już 3 raz na jakieś 4 jazdy samochodem w jej życiu, co nie najlepiej wróży jej podróżom samochodem w przyszłości, ale zobaczymy co z tego wyniknie.

Później (już z pustym żołądkiem) odwiedziliśmy stajnię, gdzie mała była lekko zahukana, początkowo bała się koni, potem trochę się oswoiła i nie reagowała panicznie, aczkolwiek nadal ze sporym respektem. Kiedy przyjaciółka stępowała na koniu niedaleko nas, Corsa zaczęła go paść, obiegać, szczekać, wprawiając mnie przy tym w straszne ubawienie. Nagle zrobiła się taka poważna, zaczęła od razu jakoś doroślej wyglądać, tak uroczo borderzo biegała i przyczajała się.

Generalnie wizytę w stajni możemy uznać za udaną, to była świetna okazja do socjalu. Corsa bawiła się też przez chwilę z innym szczeniakiem mniej więcej w podobnym wieku, niestety problem odwołania od psa znowu wyszedł na światło dzienne ;) co jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym, że mamy nad czym pracować. Corsa jak bawi się z psem (to mój pierwszy osobisty przypadek) zapomina się kompletnie i głuchnie. Na szczęście z Loganem zatraca się równie mocno, więc mam materiał do ćwiczenia. Czytając ostatnio ukochane forum aussie, naszła mnie refleksja, że ten problem może wcale nie przejść z wiekiem i jeśli nie będziemy tego tłuc teraz, to w przyszłości wcale nie będzie łatwiej. Jeśli nie zbudujemy sobie super podstaw, to po prostu nie będzie na czym budować dalej, albo będziemy mieć poważne luki i problemy. Wydawało mi się, że suka generalnie jest na mnie bardzo nastawiona i nie mam większych problemów z motywowaniem jej, chociaż czasem jestem trochę zbyt stanowcza do jej charakteru, ale to wszystko kiedy jesteśmy same. Kiedy jest inny pies odwzajemniający jej zaczepki - np. Logan - moja osoba nie zajmuje dla niej chyba pierwszego miejsca, a to jest coś, co MUSIMY poprawić.

Pozostając jeszcze w temacie Corsy, uczymy się ostatnio obiegać słupki i nawet nam to jakoś idzie ;D ku mojemu i zaskoczeniu i zadowoleniu. Taki głupol z niej, że myślałam, że tak szybko to nie pójdzie, a tu młoda zrobiła mi pozytywną niespodziankę ;) Uczy się zdecydowanie wolniej niż Logan. Ale tak jak Buster, jak coś zrozumie, to jest super :) Chciałabym z nią poćwiczyć jeszcze zmianę za psem, bo to kiedyś wychodziło nam super a teraz niestety kuleje, a ta zmiana należy do moich ulubionych w agility. Hmm, chyba dzięki Busterowi, bo z nim na sucho przewspaniale mi się to ćwiczyło (na hopkach jakoś nie mieliśmy CHYBA okazji potrenować, chociaż może pamięć mnie zawodzi). Z Loganem to nasza chyba najsilniejsza strona jak dotąd na agility i świetnie mu wychodzi na przeszkodach, nawet lepiej niż inne zmiany :) Także z Corsą mamy ciągle nad czym pracować, żeby nikt nam nie zarzucał, że totalnie nic nie robimy. A że pracujemy na piłkę/szarpak, to już w ogóle super okazja do zabawy. Frisbee ruszamy tyle co nic, czyli czasem się poszarpiemy i tyle. Więcej jak dziewucha będzie starsza.

U Bustera ostatnio nieciekawie się dzieje, ma zapalenie skóry, ropne wysięki z wylizanych/wygryzionych boków. Byliśmy u weterynarza, oczywiście trochę nas to kosztowało, a Buster bardzo często ma problemy skórne (przeważnie na tle alergicznym). Na początku zrobiono badanie krwi i próbki skóry z sierścią, generalnie wszystko w normie i nic podejrzanego oprócz hormonów tarczycy, które są w dolnej granicy. Może jakiś związek z szaleniem hormonów miała niedawna kastracja, a może tak było zawsze, tylko nie badaliśmy krwi i nie wiedzieliśmy o tym. Buster dostał hormony w tabletkach i przez jakiś czas będziemy mu podawać, chociaż nie palę się za bardzo do częstych badań krwi, ale zdrowie najważniejsze i nic innego się nie poradzi. Co do hormonów tarczycy, pan wet tłumaczył to w ten sposób, że ich obecny poziom może wpływać na zaostrzenie alergii. A reakcja alergiczna może być spowodowana upałami, bo nic w otoczeniu Bustera ostatnio się nie zmieniło. Ani karma, ani nic dodatkowego do jedzenia, ani środki piorące do posłania, ani płyn do mycia podłóg, nie mamy żadnego remontu, malowania, etc, żadna farba nie ulatnia się w ciepłej temperaturze, itd. Ostatnio też Buster nie kąpał się w żadnym jeziorze, morzu, stawie ani nie kąpałam go w wannie, nie pryskałam go ostatnio na kleszcze i pchły (co też potencjalnie mogłoby wywołać uczulenie), nie zaobserwowaliśmy żadnych pasożytów na skórze, odrobaczany był razem z Loganem i Corsą jakieś 2 miesiące temu (ale czy pasożyty wewnętrzne, których de facto nie było, mają jakiś wpływ na problemy skórne - pojęcia nie mam). Także nie mamy pojęcia cóż to mogło być, jedynie logiczne wydają się upały. Uczulenie przejawiające się lizaniem boków pojawiło się przedwczoraj w ciągu dnia, a wieczorem (jak wróciłam z Corsą ze stajni) Buster miał już łyse placki, więc teraz nosi kaganiec z przerwami na jedzenie i picie, żeby nie miał dostępu do tych zmian na skórze. Moja bidula zawsze jakiś problem ze skórą musi mieć. Oprócz hormonów dostał antybiotyki, coś przeciwświądowego, mamy podawać omegan do karmy i co tydzień kąpiele w vetridermie, a teraz na zmiany na skórze jeszcze jakiś płyn codziennie trzeba będzie nanosić. I jeszcze jakieś tabletki, ale już nie wiem co to, bo za dużo tego wszystkiego. Na kleszcze mamy jednak popryskać, chociaż bałam się, że to może zaognić uczulenie, dlatego mamy tylko spryskać kark, gdzie nie ma podrażnionej skóry. Chociaż Buster ostatnio nie łapał kleszczy, dlatego się z tym nie spieszyłam. Mam nadzieję, że szybko Bustorzan wróci do zdrowia, w poniedziałek idziemy znowu na kontrolę i dowiemy się, co z tymi hormonami dalej.

14:20, loganior
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 lipca 2010
Ad. Zostawanie na starcie

Jeden z kilku problemów przysparzających mi najwięcej zmartwień został jakiś czas temu zażegnany :) Jak to wyglądało kiedyś jest opisane tutaj - Problem - zostawanie na starcie.

Osiągnęliśmy sukces i Logan zostaje na starcie. Mamy teraz niestety nieco inny problem, niemniej ten zostawania na starcie został rozwiązany. Teraz Lonia, jak się go już posadzi, to SIEDZI i CZEKA w NAPIĘCIU na START ;D Czasem oczywiście zdarza mu się wstać, podejść kilka kroków, ruszyć bez mojego znaku, ale to się tylko zdarza, zresztą myślę, że jak każdemu. Mamy kłopot przy posadzeniu Logana, bo zanim złapię z nim kontakt, to jest kompletnie nieobliczalny, choć zazwyczaj, kiedy nie mam z nim jeszcze kontaktu, mogę się spodziewać, że: pobiegnie witać się z ludźmi stojącymi nieopodal ;) lub zrobi wesołych parę kółek wokół przeszkód, albo też pobiegnie na brzeg placu wąchać sucze siki. Zawsze też może mu strzelić coś nowego do głowy. ALE, kiedy uda mi się złapać ten kontakt i Logana posadzić (co w tej chwili wywołuje we mnie największą frustrację, posadzenie go, a nie, jak kiedyś, że nie zostanie) to siedzi i jest skoncentrowany. Jak go posadzę siłą też jest o dziwo skoncentrowany i gotowy do działania, jak pisałam problem stanowi teraz tylko osiągnięcie pozycji siedzącej ;)

Wracając do wcześniej rozważanego problemu zostawania, ćwicziliśmy to na swój autorski sposób, oczywiście mam na myśli autorski w sensie wykorzystania go do tego problemu. Pomogło nam to, co Logan kocha najbardziej swoim psim sercem (i żołądkiem), mianowicie JEDZENIE :) Uczyliśmy się i ćwiczyliśmy opanowanie Lona i niepodejmowanie jedzenia na komendę. Dawałam mu siad i czekaj, po czym rzucałam chrupki na podłogę, testując Lona wytrzymałość. Tak samo z miską ze śniadaniem czy kolacją. Tak samo na spacerach ćwiczyliśmy sobie siad i czekaj. I, mimo, iż niektórzy wątpili w przełożenie tego czekaj na tor agilitowy, w naszym przypadku super się sprawdziło. Może w przypadku psa zabawkowego (jak Corsa) sprawdziłaby się wyłącznie zabawka, w miejsce jedzenia, które nie byłoby dla tegoż psa najlepszym motywatorem.

Logan miał też przez pewien czas problem z odróżnieniem sytuacji, kiedy z zostań może się ruszyć, a kiedy nie, dlatego wprowadziłam mu dodatkowo komendę czekaj. Zostań wprawiało go w straszne zdezorientowanie, bo raz miał zostać i nie ruszać się, a zaraz znowu biec, było wbrew temu, czego wcześniej uczyliśmy się poza placem treningowym. Czekaj miało od początku zastosowanie takie, że Lon w tym momencie ma siedzieć i jak wyczeka, to dostanie nagrodę (smaka czy też pozwolenie na bieganie, start, etc.), a zostań uczyliśmy się tak, że Logan nie może się ruszyć i wtedy dostanie nagrodę. U Bustera takie skojarzenie nie powstało i zamiennie stosuję zostań i czekaj, Logan jest bystrzejszym rozkminiaczem i zastosował jakiś inny podział, tak naprawdę dość logiczny ;) Ale Korbeczka miała identyczny problem jak Logan z nieodnalezieniem się w sytuacji, kiedy ma siedzieć, a kiedy ma się ruszyć. Korba uczyła się siad i go za jakąś zabawką, co stopniowo przeradza się na samo go i znak ręką, a wyrzut zabawki jak już ruszy, go poprzedzone nakręcającym czekaj.

Cieszę się, że z Loganem ćwiczenia na jedzeniu dały efekty na treningach, musimy teraz jeszcze popracować nad tym złapaniem kontaktu na początku i będzie super :)

11:36, loganior
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 lipca 2010

Od ostatniego wpisu zaszło sporo zmian... Przez jakiś czas blog był niedostępny z różnych względów, przede wszystkim dlatego, iż nic się tu nie działo ;) Zastanawiałam się też nad sensem dalszego publicznego rozwodzenia się wzdłuż i wszerz na te psie tematy, które nie raz przewijały się na blogu od czasu (prawie) pojawienia się w naszym domu Logana. Wracając czasem do starych zapisków z jednej strony miałam ogromny ubaw z tego wszystkiego, co opisywałam, z drugiej strony aż momentami było mi wstyd, co wypisywałam ;) Większość sprowadza się do "rozważan aportowo-szarpaniowych", frizbowania i problemów z utrzymaniem Logana na starcie, trochę sprawozdań sztuczkowych i wyjazdowych. Z bloga usunęłam linki do filmików, jako, że i tak większość jest teraz prywatna i nie da się ich odtworzyć. Postanowiłam jednak zapiski zostawić dla potomnych ;) A nuż się komuś przydadzą, choćby na pocieszenie ;D

Czy wena się utrzyma, nie mam pojęcia, jakoś ostatnio nie mam ochoty na rozpisywanie się. Jakoś też z większym dystansem zaczęłam podchodzić to tego skrawka świata. Nie znaczy to bynajmniej, że odstawiłam swoje psy w kąt i pracę z nimi, wręcz przeciwnie, chociaż jednak ostatnio faktycznie trochę odstawiłam w kąt, bo od tygodnia mam zakaz ruszania się ze względu na złamany palec. Ale wyłączając ten ostatni tydzień, to wszystko normalnie toczy się do przodu? Chyba do przodu.

W kwietniu zamieszkała z nami trzecia członkini stada, Bright Star Speedy Dream - Corsa, nasza mała gwiazdeczka. Jest cudownym dzieckiem, momentami aż wydaje mi się nazbyt idealna, taka prawie że bezproblemowa, co wydaje mi się co najmniej dziwne po ostatnim roku. Choć oczywiście też mamy swoje problemy, tylko troszkę inne. Ale nie czas teraz aby się nad tym rozwodzić, może kiedyś nadejdzie lepszy moment.

Mieliśmy z Loniem różne wzniosłe plany, jednak chyba nic z nich nie wyjdzie, ze względu na moją kontuzję. Nie mamy póki co jak trenować ani agility, ani frisbee. A dodatkowo dni są tak upalne, że psy protestują i nie chcą wychodzić w taki gorąc. Wszyscy czworo źle znosimy takie temperatury, więc kisimy się w chłodnym domku. Po tygodniu przymusowego siedzenia zaczyna mnie powoli nosić i wybrałabym się choćby na spacer, a najchętniej na jakiś mały trip nadjeziorny (który nie wymagałby tyle chodzenia z mojej strony ;P)

Póki co kiśniemy dalej i tęsknimy za treningami :(

A propos treningów jeszcze, z Loną wróciliśmy na chwilę gdzieś na przełomie czerwca i lipca, żeby za moment znowu zrobić sobie przymusowe wolne. Ale do czasu jak jeszcze wpadaliśmy na treningi, Lona zaskoczył mnie swoim ogarnięciem, bo kiedyś wiem, że jego przebieg przez małą sekwencję wyglądałby jak totalny freestyle i Lon nie trafiałby raczej w żadną przeszkodę, może poza tunelem ;) a ostatnio prowadził się na sekwencjach niczym stary wyjadacz :) Będą z Lona ludzie, tylko może kolejnym razem niech nam już nic niespodziewanego nie wyskoczy...

22:28, loganior
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 marca 2010
Ciach ciach

Przepięknego i pierwszego tak ciepłego dnia w tym roku, 26. marca, Buster został wykastrowany... Na obecną chwilę NIE wyobrażam sobie nigdy więcej odważyć się na podobny krok... Wydaje się, że to tylko taki prosty i szybki zabieg, ale to, jak Buster po nim wyglądał kompletnie zwaliło mnie z nóg. Biedny, obolały, spuchnięty tak, jakby jajka wciąż siedziały na swoim miejscu. Zdenerwowany, że coś mu między nogami strasznie przeszkadza i nie może nic z tym zrobić. W drodze do domu ciągle chciał siadać na ziemi i nie wiedział, co się z nim właściwie dzieje... Najgorsze jest to, że JA SAMA skazałam go na takie cierpienie. Nadal jednak uważam, że to był właściwy krok, tym bardziej, że wkrótce nasza sytuacja ulegnie pewnej zmianie.

Teraz Buster śpi, władował się na moje łóżko, na które nigdy nie wchodzi, kiedy mnie tam nie ma i nie uzyska pozwolenia, ale niech mu tam... Strasznie mnie to boli, że jest w takim stanie i to jeszcze przeze mnie. Nie dostał kołnierza, powiedzieli nam, że kołnierz może bardziej psa stresować i lepiej, żeby miał po prostu kaganiec. Ale ja dziękuję za coś takiego, jak ma kaganiec uwalony we własnej krwi i jeszcze bodzie nim ranę chcąc się do niej dostać. Teraz śpi bez kagańca i kiedy co jakiś czas się podniesie i zagląda między nogi, wystarcza na szczęście tylko upomnienie póki co. Mam nadzieję, że jutro już będzie w lepszym stanie i nie będzie go korciło wylizywanie szwów. Idziemy je ściągać za niecałe 2 tygodnie, a jutro i pojutrze Buster dostanie zastrzyk z antybiotykiem.

Jest mi z tym generalnie bardzo niefajnie, oby szybko Buster wrócił do pełni zdrowia po kastracji...

Mój otumaniony po zabiegu biedaczek :(

Z pozytywnych informacji zaś jutro wybieramy się z Loganem na seminarium frisbee z Darkiem. Według prognoz ma padać, jednak patrząc dziś w niebo i czując ciepło blisko 20st, nie chce się w zapowiedziane opady uwierzyć. Mam nadzieję, że pogoda dopisze, a prognozy przesuną się co najmniej o dzień. O wrażeniach napiszę pewnie później, póki co nie będę niczego zdradzać. I wracam do przygotowania dekli i sprzętu dokumentującego całe zdarzenie ;)

16:49, loganior
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 marca 2010
Zdolny Bastion i zdolny Lokówka

Plany jak zwykle były wzniosłe i się nieco rozmyły ;) Dodatkowo nauka, uczelnia i pogoda nie idą w parze z realizacją tychże planów. Ostatni tydzień był szczególny, ale na szczęście chyba wysiłki zaowocują dalszym studiowaniem, z czego jestem bardzo zadowolona.

Dziś po dłuugiej przerwie i wyposzczeniu Logana (spacerowo) wyjęłam dyski i poszliśmy sprawdzić, jak nasze wspólne frizbowanie aktualnie wygląda. I tutaj spotkała mnie przemiła niespodzianka, gdyż Lokówka strasznie nakręcony był na dyski, zapieprzał (sic!), nawet udawało mu się puszczać z odległości bez marudzenia, od razu, choć wiadomo, czasem dopiero puszczał, jak do mnie dobiegł, ale to raczej sporadycznie się zdarzało. Był taki nadrajvowany i strasznie, strasznie mi się to podobało. Wyskakiwał nawet wysoko. Mieliśmy trochę wiatru, także niestety przy rzucaniu pod wiatr to wyglądało nie za ciekawie z łapaniem, bo dysk strasznie szybko zmieniał swoją pozycję, a Logan albo za wysoko, albo za nisko wyskakiwał (no, a ja słabo rzucałam). Ale bardzo chciał każdy złapać, miał tylko jedną zawiechę kiedy wyczuł jakieś kocie pozostałości pod warstweką śniegu i piasku, ale zaraz wrócił do normy i do fazy na frisbee. Ogólnie robiliśmy rollerki, krótkie backhandy (mniej więcej po połowie) i trochę overów, ale z racji tego, że wiało dość mocno, trzymałam frisbee cały czas w ręce i Logan je zabierał przy skoku. Raz mnie nawet głupol znokautował, ale z czego już człowiek nie wychodził, na szczęście dziś obiło się bez żadnych wybić i zwichnięć ;) Cały czas przeżywam, jak ładnie chłopczyk się dziś spisywał i jestem z niego bardzo dumna. Na pewno trochę przedobrzyłam, choć w sumie frisbowanie nie trwało więcej niż 3-4min, a tak dobrze nam szło, oczywiście mam na myśli Logana i jego drive oraz chęci. Skończyłam na takim samym nakręceniu, jakie było na początku, więc w miarę ok.

Z Busterem też byliśmy chwilę później na boisku, ale z piłeczką. Bałam się brać Bustera i frisbee w taką pogodę, nie chciałam go przez przypadek zniechęcić, i tak ciężko z niego wykrzesać kilka złapanych rzutów. Tak samo zresztą z piłką, zazwyczaj kończy się na 4 rzutach, ale dziś, o dziwo, rzuciłam z dobrym rezultatem kilkanaście razy. Rzucałam głównie w nagrodę za jakiś slalom, etc. i przy ćwiczeniu kierunków. Buster, nakręcony nadgorliwiec, biegał za piłką bardzo ochoczo, nawet wyskakując do niej wysoko w powietrze (nie wiem, co mu się stało, że aż tak wysoko, jak na niego ofc), przynosił mi do ręki niemalże, ale aport generalnie ma dobry, kiedy się go przypilnuje - teraz, kiedy miał być fun, to przymykałam oko na to, że nie siada, że staje i dziamga (nauczył się dewastatorstwa od Logana). Następowało odebranie piłki, robiłam z siebie wariatkę biegnąc z Busterem w dzikiej euforii, że jest tak zajebiście, że przyniósł piłkę i zaraz znowu będzie mógł na nią zapracować. I tak jak Lokówka, do samego końca był na takim samym początkowym, wysokim drivie. Czym mnie niesamowicie pozytywnie zaskoczył :)

Skończyliśmy, poszliśmy do domu i poćwiczyłam po jakimś czasie jeszcze multiple i overki z Loganem, ale co do overów to zdecydowanie bardziej mi się widzi ćwiczenie tego na dworze. Ale tak powoli przygotowujemy się i do semi, i ogólnie, więc póki mam jeszcze zapał, to ćwiczyłam w domu. A overy z Busterem... Logan nie dorasta do pięt Busterowi w skokach, tylko, żeby jeszcze Buster wszystko łapał, ale jak się okazało, że chodzi o skakanie, to był już bardzo najarany na takie ćwiczenie :) Też będziemy ćwiczyć na dworze, bo w domu ślisko, nie ma miejsca na rozpęd i ogólnie jest trochę do d. Tak czy inaczej jestem z niego straaasznie dumna i zachwycona takim przebłyskiem mocy :)

Z Loniem robiliśmy dziś jeszcze dog catcha przy kolacji i... z lewej strony wyeliminowałam już krzesło, jako wsparcie. Stoję, w końcu STOJĘ! A Logan wpasowuje mi się idealnie między talię a ramię i opiera na biodrze. W ogóle jest przekochany i przemądry. Dziś ćwiczyliśmy tylko z mojej lewej strony, wolałam skupić się na wdrażaniu tej jednej strony dobrze i bez krzesła, na drugą jeszcze przyjdzie czas i olśnienie ;)

Pirat i jego papuga ;)

Marzy mi się już późna wiosna. Kiedy jest już ciepło, ale nie ma jeszcze hiper upałów. Wyjazd z psami nad jezioro... I spokojne, chilloutowe, leśno-łąkowo-przybrzeżnojeziorne wspólne przechadzki. I nikon w torbie z (nawet bieżącym) zestawem obiektywów. I frisbee. I pływanie. I po prostu taki cudowny, bliskonaturowy luz. Lokówka. Bastion. Ja. Nikon...

Czekamy dalej.

20:38, loganior
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 lutego 2010
Tydzień po wakacjach

Minął już tydzień od powrotu. Logan już prawie całkiem ogarnięty ;) Nie sika już w domu, przestał tak masakrycznie ciągnąć na smyczy. Bez najmniejszego problemu odwołuje się od psów, nawet z zabawy, ale to chyba nigdy nie stanowiło większego problemu, oprócz zabaw z aussikiem na treningach agility 8) Zaczął się też ogarniać po powrocie z przychodzeniem. Jedna wpadka z kupą zdarzyła mu się niestety, ale cóż, zdarza się nawet geniuszom. Dostał kilka dni temu solidne bęcki od Bustera za swoje natręctwo. Ale żyje i dalej równie mocno dokucza ;)

Mam ostatnio strasznie dużo pomysłów na sztuczki, jakich chcę nauczyć Locziana. Zaczęliśmy od czegoś, co marzyło mi się już od dłuższego czasu, mianowicie podnoszenie łap naprzemiennie, taki psi piaff ;) i przy okazji boczne, bo Logan zaczął to robić sam z siebie. Jest totalnie absolutnym sztuczkowym geniuszem. O czym tylko pomyślę, on zaraz wykonuje, kiedy uczymy się nowego tricku. Oczywiście potem staje się monotematyczny i kiedy proszę go o inne zachowanie, wykonuje z dziką pasją to, czego nauczył się ostatnio. Oprócz łapek, prezentowanych zresztą w poprzednim wpisie (a nauka trwała do tamtego momentu - łącznie z nim - 3 sesje), uczymy się dog catcha. Jesteśmy aktualnie na etapie sterty poduszek na krześle, które mają mnie zbliżyć do pozycji pionowej ;) Myślę, że zajmie nam to jeszcze 2-3 sesje do całkowitego nauczenia sztuczki. Logan podczas wieczornych sesji, w obliczu kolacji staje się taki uroczo nadgorliwy :) Ogólnie jest przecudny, udaje mu się wyczekać spokojnie na siad, kiedy sypię mu jedzenie do miski (kiedy nie ćwiczymy niczego, bądź jeszcze dodatkową małą porcyjkę chrupek) i czeka, aż go zwolnię do jedzenia. Tak samo o dziwo ładnie i W NAPIĘCIU wyczekuje, zanim poproszę go o wskoczenie na mnie. No, a kiedy nie wytrzyma, to wycofa się na mój znak kawałek. Kiedyś to by go totalnie rozproszyło i zdemotywowało, "co to nie ma nagrody od razu? to ja sobie idę", a teraz pozostaje niewzruszony i na drive'e :) Ale to chyba kolacja tak pobudzająco działa, choć nie tylko, ku mojej wielkiej uciesze. O ile jedzenie jest w stanie go zatrzymać i wskoczyć mi na ręce, to w obliczu dysku jest to baardzo ciężkie. Ale przy odpowiednim ustawieniu wszystkich pomocy ;) jakoś to wychodzi. Próbowałam też nagradzać go dzisiaj wubbą i również nie było żadnego problemu, było bardzo fajnie i chłopak był fajnie nakręcony, choć później przesiadliśmy się na frisbee. W ogóle po powrocie do domu zajebiście wręcz pracuje mi się z nim w domu nad sztuczkami, jest taki chętny do współpracy.

Trochę gorzej było na dworze, ale już też się w miarę poukładało. Teraz widzę, co robią wspólne spacery z Busterem, choć byłam świadoma, że problemy kiedyś wyjdą, ale lenistwo brało zazwyczaj górę nad rozsądkiem. Dzięki temu mam na spacerach psa (Logana), którego priorytetem jest zjadanie patyków dla własnej uciechy. I drugiego psa (Bustera), którego priorytetem jest moje zainteresowanie i robienie czegoś ze mną. Właściwie nic takiego z Busterem szczególnego nie robiłam, żeby do tego doprowadzić, ale Logan to Logan, jest "nieco" inny i ma własne wizje, które ochoczo wciela w życie.

Ciekawa jestem, jak to wszystko (to co się poukładało dobrze i to, co mam nadzieję, że wkrótce się poprawi) przełoży się na agility... Póki co nie spieszy mi się do powrotu na treningi, bo zima, bo jeszcze nie wszystko co chciałam, zrobiłam z Loganem przed treningami. Zimo, won! ;) Przeczekamy pewnie też roztopy... I jak będzie wiosna, wrócimy na agility, a raczej, kiedy będziemy już w moim mniemaniu gotowi. Chciałabym przede wszystkim zrobić jakieś skakanie z młodym i wysyłanie do skoku, jak i zostawanie na starcie. Trochę już z tego zakresu wydaje mi się, że zrobiłam, bo ćwiczyliśmy kiedyś bardzo namiętnie wyczekiwanie i podejmowanie jedzenia dopiero po zwolnieniu z komendy, tak samo na spacerach siad, czekaj i biegaj/przód w różnych kombinacjach. Musimy przypomnieć sobie wszelkie zmiany przed i za psem. Zacząć ćwiczyć z powrotem strefy, ale w nieco inny sposób, który podsunęła mi Ania. Tzn. wszystko tak jak do tej pory, ale z wysyłaniem z różnych kątow na całą deskę i na strefę, tak, żeby pies sobie znajdywał wejście i dobrze je zaczynał. Z tego, co jeszcze kiedyś ćwiczyliśmy a wymagałoby przypomnienia i dalszego doskonalenia, to ciasne skręty i zmiany stron na hopce? ;) Nie wiem jak to nazwać po polsku, ale wiem co mam na myśli na szczęście. No i obieganie hopki i skakanie jej do przewodnika. Może też zaczniemy z rozpędu slalom metodą 2x2, bo mimo wszystko najbardziej mnie ona przekonuje, po kolejnych przemyśleniach.

Na którymś z ostatnich spacerów robiliśmy trochę frisbee, ale szału nie było, poza tym, że Logan jakoś tak wysoko (jak na niego) wyskakiwał. W każym razie śnieg zdecydowanie nam nie sprzyja. Nie dało rady zrobić normalnych rollerów, które by trochę Loka rozkręciły. No ale generalnie było słabo i też czekam niecierpliwie, aż śnieg zniknie i będziemy mogli normalnie zacząć rzucanie :) Bo wtedy na plaży to i śnieg, i to, że nie byliśmy sami i dzieciak się rozproszył, i to, że dawno frisbee nie było, ale pewnie przede wszystkim mój cudowny Lo miał mnie głęboko w poważaniu 8) Mam tylko nadzieję, że kiedyś będzie dobrze :D I tym samym kończę dzisiejszy wpis.

No i czekam niecierpliwie...

22:32, loganior
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 lutego 2010
Mistrz Logan i jego łapki

23:38, loganior
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 lutego 2010
Miesiąc później

Mała przerwa w prowadzeniu psich zapisków związana z różnymi czynnikami zakończyła się ;) Chyba ;) Najpoważniejszym czynnikiem uniemożliwiającym poczynienie odpowiednich sprawozdań z moich wysiłków włożonych w wychowywanie Logana była wyprawa na Aconcaguę, niestety jednak szczytu, mimo chęci, nie udało się zdobyć. Pogoda przegoniła nas z powrotem na niziny, do gorącej Mendozy, a później do nieco chłodniejszego Chile, nad ocean. Kilka zdjęć z Andów:

Logan również nie próżnował i na czas mojego wyjazdu udał się na wakacje do Ani :) A Busterowi na spacerach dotrzymywał towarzystwa Adam, któremu jestem ogromnie wdzięczna za to :)

W sumie nic ciekawego u nas się nie dzieje, poza tym, że Logan dzisiaj zupełnie inaczej niż zazwyczaj, zachowywał się hiperaktywnie tak jak Buster, a Buster SPOKOJNIE spał ;) Chyba wracając do domu Loczian zostawił gdzieś swoją flegmę :) Naprawdę to, co wyrabia teraz napawa mnie dziwnym uczuciem, ale takim pozytywnym - powoli, powoli, ale się dziecko rozkręca. I jak na Jakubczyka przystało robi się nadaktywny 8)

W Polsce zima, śniegu po pas, no właściwie po kolana. Listonosz nie może dotrzeć przez zaspę śnieżną do naszej skrzynki na listy. Ciekawie to wygląda. Mam nadzieję, że śnieg jednak szybko odpuści, bo stęskniłam się już za treningami agility i frizbowaniem. Póki co zostaje nam tylko ćwiczenie multipli w domu, sztuczki i ogólne ogarnięcie. Chłopczyk zaczął się interesować suczymi sikami, co mnie irytuje, ale w końcu to samiec. Niestety ;) Ale mam już trochę doświadczenia, także dam radę na pewno. Ale następna będzie na pewno suka... ;)

Wyjeżdżając z domu czułam się fatalnie zostawiając w nim psy i jadąc bez nich na dłużej niż 1 dobę. No 2 dni jeszcze też da się chyba przeżyć. Kiedyś, mając tylko Bustera, nie myślałam w takich kategoriach. Buster po prostu zostawał w domu, oczywiście po kilku dniach zaczynało mi brakować jego ADHD i tęskniłam. Ale zostawienie psów teraz jest nie do przejścia. NIGDY WIĘCEJ! Tylko i wyłącznie z psami wyjazdy, bez nich w ogóle to nie wchodzi w grę :P Marzy mi się jakiś wyjazd w góry z psami, samotne (psio-ludzkie) wędrówki po górach, zatrzymywanie się co chwilę na zdjęcie, albo tak po prostu, aby chłonąć przyrodę dookoła. I Mazury, leniwe jachtowanie i życie portowe. I jakaś zagraniczna wycieczka z psiakami :) Buster niestety nie bardzo się nadaje na wycieczki w cywilizowane miejsca, ze względu na jego hiperaktywność 24h, a Logan w sumie jest na dobrej drodze do podobnego stanu... Aleee ;)

Szukając dziś zdjęć na naszą stronę, natknęłam się na takie dwa:

Jaki Logan był mały i słodki wtedy :) Ciekawa jestem, czy teraz też dałby się tak ustawić, chociaż absolutnie nie był ustawiony dobrze, ale zastanawia mnie jego podatność na niekręcenie się w tym momencie i przestawianie sobie wszystkich łap. Ale, żeby nie było, teraz jest równie słodki, jak kiedyś :) Codziennie wpadam w jeszcze większy zachwyt nad nim.

A to zdjęcie to jest po prostu mistrzostwo, lansersko-gangsterska mina Logana nie do podrobienia :)

21:29, loganior
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 grudnia 2009
Zimowo

Kilka dni temu dotarł przedświąteczny prezent dla Logana - błękitne hero xtra :) To jednak nie koniec psich prezentów ;)

więcej zdjęć

Xtra tak mi się spodobały, że kolejne 4 są już w drodze do nas. Choć jeszcze nie przetestowałam dalekich rzutów nimi, to jestem absolutnie zachwycona - są tak przyjemnie gumowe, zawisają w powietrzu no i są zdecydowanie bardziej wytrzymałe, niż CSy. Niestety efektem intensywniejszego frizbowania na naszych CSach powstało więcej zadziorków, ale mam i tak wrażenie, że bardziej one przeszkadzają moim palcom niż Loganowi ;) W xtra mamy zaledwie kilka wgłębień łącznie na 3 użytych już (przez Loganowe zęby) dyskach.

Bawiliśmy się dziś xtra kilka minut na dworze ale... Zima, puszysty śnieg i kilkanaście stopni poniżej zera to zdecydowanie niesprzyjające takim zabawom warunki ;) W związku z tym szybko zaniechaliśmy dalszego rzucania ;)

Wczoraj udało mi się w końcu uwiecznić na filmiku spacerowe szaleństwa moich psów:

23:19, loganior
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4





Buster


Logan


Corsa


nasza strona

www.baronzula.dl.pl


ZDJĘCIA ;)

youtube